sobota, 20 kwietnia 2013

Żonkile

Od kilku dni głowa tkwię w gettach... w Warszawskim Gettcie bo mija 70 rocznica wybuchu powstania w Gettcie... i w Krakowskim bo znalazłam protokoły ze spisu ludności żydowskiej z Krakowa dotyczące siostrzeńców mojej praprababki...  Mam tylko te protokoły.. nie wiem  nic o nich więcej. Nie wiem czy przeżyli.

Czytam dyskusje o Powstaniu w Gettcie. Słysze że nie doceniane, że w cieniu Powstania Warszawskiego.  Sa zakusy aby nazywać je pierwszym Powstaniem Warszawskim.. jakoś te dyskusje są poza mną. Od chwili kiedy, zapewne w szkole, o powstaniu w Gettcie czytałam "Zdążyć przed panem Bogiem", obraz tej tragedii tkwi mi w głowie. Nigdy nie była to bezosobowa tragedia. Może to kwestia domu w jakim się wychowałam, ludzi z jakimi miałam okazję się w życiu spotykać.
Żydzi nie byli dla mnie jakąś tam nacją... mimo, że nigdy kwestia pochodzenia, wyznania  nie padała w kontaktach z przyjaciółmi Babci nie wiem skąd.. pewnie jak to dziecko wychwyciłam to z rozmów dorosłych, nie do końca rozumiejąc o czym mowa, pewne zdania,  które jakoś mnie ukształtowały.
Pamiętam rękę z wytatuowanym numerem... pewnej starszej Pani która spotykałam u Szani czyli przyjaciółki Babci... i pamiętam mgliście próby wytłumaczenia mi co to za cyferki... Pamiętam opowieści Mićków z Dachau...  Może dlatego w dziecięcych fantazjach pojawiała się przyjaciółka Żydówka tuz obok Indianki, Japonki.

Lektury szkolne i potem dorosłe dotyczące wojennej historii Żydów zawsze bardzo mnie poruszały. Ostatnio czytany wywiad z Markiem Edelmanem czy historia Ireny Sendlerowej, opowiadające o tragedii Żydów i nie tylko, zawsze bardzo mnie dotykały... zostawała zawsze we mnie pewnego rodzaju pustka.. wypalona tym ogniem.... bo czułam dosłowny ból...
Jednak to zawsze było lekko obok. Jakby za mgłą.. z racji czasu chyba. Pamiętałam o kolejnych rocznicach wybuchu powstania w Gettcie. Ale ta część historii nie dotyczyła bezpośrednio mnie... więc nie czułam  takiego wzruszenia jak w czasie gdy wyły syreny w rocznice godziny "W"... Powstanie Warszawskie było mi blizsze mentalnie bo  walczyli w nim moi dziadkowie...  Tak było do tego roku....
Jakiś czas temu odkryłam żydowskie pochodzenie mojej praprababki. Ciągle jednak to było odległe. Ona sama zmieniła wyznanie w 1873 roku  i na tym żydowski rozdział sie kończył. W zeszłym tygodniu zobaczyłam twarze siostrzeńców praprababaci i ... dotarła do  mnie myśl że gdyby jednak Maria nie zmieniła wyznania... lub gdyby nie ukryła przed wnuczkami skutecznie swojego pochodzenia byc może poza rodziną Kornblumów w getcie mogłaby znaleźć się też moja Babcia z rodziną. i.... może byłaby wśród tych walczących o godność, o prawo wyboru tego jak zginą...
I ta myśl sprawiła że kiedy włączyłam przedwczoraj koncert z okazji 70 rocznicy wybuchu Powstania w Gettcie poczułam ogromne wzruszenie...  czytając wzmiankę o czytanej modlitwie za zmarłych poczułam żal że nie znam tej modlitwy... i wstyd że nie mam żonkila... Za rok będę miała...

I mam nadzieję że Kornblaumowie przeżyli...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz