Po co piszemy blogi o naszych rodzinnych poszukiwaniach? Jest pewnie wiele powodów, tyle ilu genealogów blogerów ale chyba łączy nas jeden wspólny.... żeby to co znaleźliśmy nie przepadło i żeby dać sie odszukać członkom rodziny którzy też szukają swoich korzeni.
Już udało mi się nawiązać kontakt z kilkoma osobami z bliższej lub dalszej rodziny właśnie dzięki mojemu pisaniu... ale ostatnio trafiła sie kumulacja . Odezwała się przez komentarz do postu prawdopodobna kuzynka z rodziny de Laurans (nazwisko już zobowiązuje), oraz człowiek piszący pracę o zasłużonym adwokacie Stanisławie Szurleju, który wżenił sie w rodzinę w 1908 r poślubiając Jadwigę z Ciepielowskich. Zasypał mnie masą źródeł dokumentów i ... zdjęć. Bardzo to miłe, bardzo owocne i sprawia że znów sie chce!!! Po miesiącach zastoju znów coś nowego się pojawia na horyzoncie... ech tylko szukać. Życzę wszystkim nowych rodzinnych odkryć , zwłaszcza wśród żywych :-) w tym nowym, 2018, roku
#blog, #kuzyni #poszukiwania
Ponad cztery lata temu zaraziłam się chorobą "genealogia" i teraz myśli moje kręcą się tylko wokół tego kiedy i co uda mi się znaleźć.
piątek, 5 stycznia 2018
niedziela, 17 września 2017
IV Konferencja w Brzegu - wrzesień 2017
W piękny wrześniowy weekend spotkaliśmy sie po raz czwarty na Zamku w Brzegu...
Dla mnie szczególny był to raz bo w niedziele miałam sama wygłosić referat. Trema zżerała mnie strasznie. Planowałam przyjazd w piątek ale ... obowiązki, praca i.... prezentacja w proszku więc postanowiłam ruszyć rano w sobotę. Droga minęła szybko. Cały czas przemyśliwałam co jeszcze dodać o czym powiedzieć i ... jakie zdjęcie by sie przydało. Po drodze minęłam cmentarz wśród pól... uznałam że czas na rozprostowanie nóg i uzupełnienie fotek... i dalej w drogę. Wjechałam do Brzegu i uśmiech sam się pojawił na twarzy na widok wielkiego napisu "NARESZCIE BRZEG". Przejechałam miasto kierując sie do kwatery żeby zrzucić rzeczy w pensjonacie i... mijałam cmentarz ze starymi nagrobkami obrośniętymi bluszczem... dokładnie takich brakuje mi do prezentacji!!!. Na miejscu okazało sie że właściciel pensjonatu akurat pojechał na zakupy i będzie za pół godziny... Szkoda było mi czasu bo to prawie dziesiąta już była. Więc ruszyłam na Zamek po drodze zatrzymując się na mijanym cmentarzu - o jakie bogactwo brakujących "modeli" do prezentacji. Kilka minut i miałam wszystko... i pędem na Zamek. Tylko że na Zamek stawili sie wszyscy autami chyba bo nie było gdzie zaparkować. Po zrobieniu dwóch rund honorowych po okolicy zwolniło się miejsce blisko Zamku. Hyc i zgrabnie ustawiłam auto i gnam... I po raz trzeci (na drugiej Konferencji niestety mnie nie było) oszołomił mnie portyk nad wejściem. Powalił detalami, misternością... lecę po schodach na gorę i słyszę już ten znajomy szmer rozmów, słyszę pogłos mikrofonu... czuje się na miejscu. Bardzo na miejscu... Do Gabrysi po identyfikator, karteczki na obiady i pakiet konferencyjny. A tu jak w ulu tłum, kolejka... i coraz to nowe znajome twarze. Herbatka i woda i wchodzę na salę... po drodze jakieś rozmowy.
I tak do wieczora... rozmowy, wykłady, herbatki, krużganki, zakupy. Odnajduje Marysię i Ewę z "Grupy Warszawskiej" tym razem skromnie reprezentowanej. I znów wir krużgankowych rozmów. Ucinam dłuższą rozmowę z Igorem i tym razem kupuję jego książkę "UTRACONY ŚWIAT".
Kolejne wykłady, kolejne rozmowy. Zdjęcia grupowe i inne atrakcje... galeria zdjęć wykonanych przez Mietka Łaptaszyńskiego
A po relaksie poobiednim kolejna porcja wiedzy ciekawej ... tym razem ulokowałam sie na tyłach sali blisko kontaktu i dłubałam swoja prezentację słuchając , słuchając i ... niepostrzeżenie minął czas wykładów...nadszedł wieczór i po lekkim odświeżeniu, zaopatrzeniu udałam sie do sali spotkań integrujących w schronisku na ul Wyszyńskiego. Ciekawe rozmowy i dyskusje. Atmosfera radosna. Ale zmęczenie dość szybko dało o sobie znać. Więc wróciłam do swojego pensjonatu, sprawdziłam prezentację i spać...
Rano kolejny dzień wykładowy a w nim i mój poprzedzony wykładem o wiejskich siedliskach- bardzo ciekawy. Przełamałam strach i tremę przed tak dużym audytorium i ... poszło. Zdjęć miałam bez liku i jak pojawiały sie karteczki o kończącym się czasie nawet do połowy nie dojechałam... no cóż za wolno klikałam :-)
Po mnie był jeszcze jeden wykład i koniec. Zakończenie. Uściski , pożegnania i część udał się na obiad do Ratuszowej gdzie jeszcze w oczekiwaniu na obiad i w jego trakcie rozmawialiśmy o kapliczkach i nie tylko.
i powrót do domu.... niestety.
W domu okazało sie że moi panowie oglądali transmisje mojego wystąpienia. Bardzo to było miłe.
I zapomniałabym... relację z konferencji napisała Małgorzata Żywicka. "Czwarty Brzeg" wydało WTG"Gniazdo" poza fantastyczną relacja są zdjęcia uczestników.
Dla mnie szczególny był to raz bo w niedziele miałam sama wygłosić referat. Trema zżerała mnie strasznie. Planowałam przyjazd w piątek ale ... obowiązki, praca i.... prezentacja w proszku więc postanowiłam ruszyć rano w sobotę. Droga minęła szybko. Cały czas przemyśliwałam co jeszcze dodać o czym powiedzieć i ... jakie zdjęcie by sie przydało. Po drodze minęłam cmentarz wśród pól... uznałam że czas na rozprostowanie nóg i uzupełnienie fotek... i dalej w drogę. Wjechałam do Brzegu i uśmiech sam się pojawił na twarzy na widok wielkiego napisu "NARESZCIE BRZEG". Przejechałam miasto kierując sie do kwatery żeby zrzucić rzeczy w pensjonacie i... mijałam cmentarz ze starymi nagrobkami obrośniętymi bluszczem... dokładnie takich brakuje mi do prezentacji!!!. Na miejscu okazało sie że właściciel pensjonatu akurat pojechał na zakupy i będzie za pół godziny... Szkoda było mi czasu bo to prawie dziesiąta już była. Więc ruszyłam na Zamek po drodze zatrzymując się na mijanym cmentarzu - o jakie bogactwo brakujących "modeli" do prezentacji. Kilka minut i miałam wszystko... i pędem na Zamek. Tylko że na Zamek stawili sie wszyscy autami chyba bo nie było gdzie zaparkować. Po zrobieniu dwóch rund honorowych po okolicy zwolniło się miejsce blisko Zamku. Hyc i zgrabnie ustawiłam auto i gnam... I po raz trzeci (na drugiej Konferencji niestety mnie nie było) oszołomił mnie portyk nad wejściem. Powalił detalami, misternością... lecę po schodach na gorę i słyszę już ten znajomy szmer rozmów, słyszę pogłos mikrofonu... czuje się na miejscu. Bardzo na miejscu... Do Gabrysi po identyfikator, karteczki na obiady i pakiet konferencyjny. A tu jak w ulu tłum, kolejka... i coraz to nowe znajome twarze. Herbatka i woda i wchodzę na salę... po drodze jakieś rozmowy.
I tak do wieczora... rozmowy, wykłady, herbatki, krużganki, zakupy. Odnajduje Marysię i Ewę z "Grupy Warszawskiej" tym razem skromnie reprezentowanej. I znów wir krużgankowych rozmów. Ucinam dłuższą rozmowę z Igorem i tym razem kupuję jego książkę "UTRACONY ŚWIAT".
Kolejne wykłady, kolejne rozmowy. Zdjęcia grupowe i inne atrakcje... galeria zdjęć wykonanych przez Mietka Łaptaszyńskiego
![]() |
| foto by M. Łaptaszyński |
Rano kolejny dzień wykładowy a w nim i mój poprzedzony wykładem o wiejskich siedliskach- bardzo ciekawy. Przełamałam strach i tremę przed tak dużym audytorium i ... poszło. Zdjęć miałam bez liku i jak pojawiały sie karteczki o kończącym się czasie nawet do połowy nie dojechałam... no cóż za wolno klikałam :-)
Po mnie był jeszcze jeden wykład i koniec. Zakończenie. Uściski , pożegnania i część udał się na obiad do Ratuszowej gdzie jeszcze w oczekiwaniu na obiad i w jego trakcie rozmawialiśmy o kapliczkach i nie tylko.
i powrót do domu.... niestety.
W domu okazało sie że moi panowie oglądali transmisje mojego wystąpienia. Bardzo to było miłe.
I zapomniałabym... relację z konferencji napisała Małgorzata Żywicka. "Czwarty Brzeg" wydało WTG"Gniazdo" poza fantastyczną relacja są zdjęcia uczestników.
sobota, 18 marca 2017
Urodziny Genpolu
Kolejne urodzinowe spotkanie GENPOLU za nami.
Miałam malutki wkład w jego wygląd, bo zostałam poproszona w ostatniej chwili o powiedzenie paru słów w ramach zastępstwa. Nie miałam zbyt wiele czasu na przygotowani i mam przemożne wrażenie chaosu ale wszyscy twierdzą, że było OK. Niech Wam będzie.
Ale nie moje kilka słów o genealogi z perspektywy architekta krajobrazu było tu najważniejsze. Najmilsze było spotkanie się w sympatycznym gronie i gadanie... co prawda nasz "Tramwaj" zamknął podwoje i musieliśmy zmienić lokal ale "Hektor" miał jedna zaletę- nikt w nim nie palił.
Pogaduchy jak zwykle sprawiły że niepostrzeżenie zrobiła się 19- ta i czas było sie zbierać z żalem... do następnego spotkania. Obiecuje sobie zawsze, że wybiorę sie na warszawskie spotkania ...ale w tygodniu po całym dniu jeżdżenia naprawdę nie nadaję się do spotkań towarzyskich a jedynie do bliższych kontaktów z poduszką.
Poniżej kilka zdjęć zrobionych przez Mieczysława Łaptaszyńskiego - bardzo dziękuję - cała galeria dostępna na stronie Iwonki i Mietka -Galeria zdjęć
czwartek, 17 listopada 2016
Suchoń vel Suchan
Poszukiwania rodziny od strony prababki ojczystej poprowadziły mnie do parafii Kodrąb, gdzie mieszkała rodzina Suchoniów vel. Suchanów. Metryka z za metryka rodzina rozrastała się. Razem z nią pojawił się kuzyn też tworzący drzewo. I pewnie poza odkurzeniem z niepamięci imion i nazwisk rodzinnych nic więcej by nie wynikło gdyby nie niedawny mail od szanownego Kuzyna z pytaniem czy wiem coś o rodzinnym grobie Suchanów w Kodrębie. Nie wiedziałam nic bo jeszcze na tamtejszym cmentarzu nie byłam a i nie spodziewałam się, że po chłopskiej rodzinie zachował się jakikolwiek pozametryklany ślad.
Rzeczony rodzinny grób wyobraziłam sobie raczej jako rozpadający się zaniedbany skromny grób... jakież było moje zdziwienie kiedy otrzymałam zdjęcie eleganckiego nowego nagrobka z czarnego kamienia z trzema pokoleniami Suchanów, kiepska jakość zdjęcia utrudniała odczytanie dat ale widać że... ostatni pochówek był w tym grobowcu w 1939 roku...
Jestem pełna wdzięczności i szacunku dla tych żyjących których z imienia i nazwiska nie znam, że zachowali pamięć i mieli na tyle szacunku dla przodków by poświęcić swoje pieniądze by zadbać o ich miejsce ostatecznego spoczynku. Przy najbliższej okazji muszę się tam wybrać... Życzę Wam drodzy genealodzy takich odkryć... bo genealogia pozwala znaleźć umarłych ale i po drodze przynosi wielu żywych do naszego życia....czasem tak samo "chorych" na przeszłość.
Rzeczony rodzinny grób wyobraziłam sobie raczej jako rozpadający się zaniedbany skromny grób... jakież było moje zdziwienie kiedy otrzymałam zdjęcie eleganckiego nowego nagrobka z czarnego kamienia z trzema pokoleniami Suchanów, kiepska jakość zdjęcia utrudniała odczytanie dat ale widać że... ostatni pochówek był w tym grobowcu w 1939 roku...
Jestem pełna wdzięczności i szacunku dla tych żyjących których z imienia i nazwiska nie znam, że zachowali pamięć i mieli na tyle szacunku dla przodków by poświęcić swoje pieniądze by zadbać o ich miejsce ostatecznego spoczynku. Przy najbliższej okazji muszę się tam wybrać... Życzę Wam drodzy genealodzy takich odkryć... bo genealogia pozwala znaleźć umarłych ale i po drodze przynosi wielu żywych do naszego życia....czasem tak samo "chorych" na przeszłość.
wtorek, 15 listopada 2016
de (du) Laurans - czyli rodzina domniemana
Panieńskie nazwisko mojej matki budzi i budziło zawsze zainteresowanie. Jednak wydawałoby się że dość proste poszukiwanie nielicznych osób o tym nazwisku powinno być dość proste jednak od kilku lat brakuje mi jak sadzę jednego pokolenia by złożyć w całość historię tej rodziny...
Zaczęło się od pojawienia się w Polsce dwóch braci Franciszka Wilhelma i Karola Jakuba.. Uzyskali oni indygent. na sejmie w 1768 roku
Franciszek Wilhelm był pułkownikiem a w końcu Generałem i Regimentu Gwardii Pieszej Konnej króla Stanisław Augusta.
Karol Jakób był pułkownikiem wojsk konnych i szambelanem królewskim.
Franciszek poślubił ok 1780 roku Mariannę Elżbietę z d Kahle. Urodził im się syn Stanisław Samuel (14.09.1780 w Warszawie. Uczył się w Korpusie Kadetów. Odznaczony Krzyżem Kawalerskim, Krzyżem Legii Honorowej. Był wysokim urzędnikiem państwowym w Kozienicach, Radomiu i Olkuszu.
W 1810 roku poślubił w Warce Józefę Michalczewską. Milki kilkoro dzieci.
Jego siostra Aldegunda poślubiła Jana Kantego Święcickiego i z tego związku urodził sie m.in. Józef Święcicki , którego biografia jest dość ciekawa.
Wśród potomków Stanisława i Józefy byli liczni kolejarze. Cudowne dokumenty odnośnie Nestora, Wiernisława czy Wilhelma znalazła w czasie poszukiwań do tworzonej bazy kolejrzy Marta Czerwienic. Wśród dokumentów znalazł się wyciąg z heroldii potwierdzający szlachectwo potomków Stanisława, wnioski urlopowe, zwolnienia lekarskie, odpisy metryk czy świadectw szkolnych, awanse, a nawet list do ojca z prośbą o protekcje.
Wyjątkowo ciekawa lektura pozwalająca prześledzić losy danego człowieka, ubierająca go w charakter, osobowość, stan zdrowia.
Poza wymienionymi jako kolejarze pracowali też Zygmunt i Eligiusz ale już w Nadwiślańskiej linii.
Śledzę po kolei losy wszystkich o tym nazwisku... wertuje i szukam ... ale nigdzie ale to nigdzie mojego pradziadka Henryka Aureliusza znaleźć nie mogę. Jedyne co o nim wiem że 15 lat po urodzeniu mojego Dziadka Witolda "okazał dziecię" i akt urodzenia został spisany. Mimo , ze akt zawiera imiona, wiek, adres nie udało mi się znaleźć pradziadka.... a bez wiedzy czyim jest synem nie mogę dołączyć go do rozpisanego już drzewa rodziny de (du) Laurans.
Zaczęło się od pojawienia się w Polsce dwóch braci Franciszka Wilhelma i Karola Jakuba.. Uzyskali oni indygent. na sejmie w 1768 roku
Franciszek Wilhelm był pułkownikiem a w końcu Generałem i Regimentu Gwardii Pieszej Konnej króla Stanisław Augusta.
Karol Jakób był pułkownikiem wojsk konnych i szambelanem królewskim.
Franciszek poślubił ok 1780 roku Mariannę Elżbietę z d Kahle. Urodził im się syn Stanisław Samuel (14.09.1780 w Warszawie. Uczył się w Korpusie Kadetów. Odznaczony Krzyżem Kawalerskim, Krzyżem Legii Honorowej. Był wysokim urzędnikiem państwowym w Kozienicach, Radomiu i Olkuszu.
W 1810 roku poślubił w Warce Józefę Michalczewską. Milki kilkoro dzieci.
Jego siostra Aldegunda poślubiła Jana Kantego Święcickiego i z tego związku urodził sie m.in. Józef Święcicki , którego biografia jest dość ciekawa.
Wśród potomków Stanisława i Józefy byli liczni kolejarze. Cudowne dokumenty odnośnie Nestora, Wiernisława czy Wilhelma znalazła w czasie poszukiwań do tworzonej bazy kolejrzy Marta Czerwienic. Wśród dokumentów znalazł się wyciąg z heroldii potwierdzający szlachectwo potomków Stanisława, wnioski urlopowe, zwolnienia lekarskie, odpisy metryk czy świadectw szkolnych, awanse, a nawet list do ojca z prośbą o protekcje.
Wyjątkowo ciekawa lektura pozwalająca prześledzić losy danego człowieka, ubierająca go w charakter, osobowość, stan zdrowia.
Poza wymienionymi jako kolejarze pracowali też Zygmunt i Eligiusz ale już w Nadwiślańskiej linii.
Śledzę po kolei losy wszystkich o tym nazwisku... wertuje i szukam ... ale nigdzie ale to nigdzie mojego pradziadka Henryka Aureliusza znaleźć nie mogę. Jedyne co o nim wiem że 15 lat po urodzeniu mojego Dziadka Witolda "okazał dziecię" i akt urodzenia został spisany. Mimo , ze akt zawiera imiona, wiek, adres nie udało mi się znaleźć pradziadka.... a bez wiedzy czyim jest synem nie mogę dołączyć go do rozpisanego już drzewa rodziny de (du) Laurans.
czwartek, 1 września 2016
Gołofit skoligacony
W czerwcu pochowaliśmy siostrę mojej Babci- Barbarę Gołofit z domu Wilczkiewicz. Z Ciocią Bułcią , bo tak była w rodzinie nazywana, rozmawiałam kilka razy ale bezowocnie. Nie chciała dzielić się historią swoją i swojej rodziny i trochę krzywo patrzyła na moje poszukiwania, a szkoda, bo wiele wiedziała. Jedyne co mi udało się od niej dowiedzieć to że pamięta grób swojego Dziadka z Libuszy na którym był napis "powstaniec styczniowy". To potwierdza moje mgliste ustalenia.
Pogrzeb zawsze jest powodem do zjechania się rodziny dalszej i bliższej. Do wspominek i opowieści i tu podobnie ale jakoś nie było warunków do wyciągania rodzinnych historii a szkoda. Za to na cmentarzu kilka spraw mi się wyjaśniło. Okazało się że nic dziwnego, że moje poszukiwania Andrzeja Gołofita, czyli zmarłego w 1989 roku męża Bułci , nie przyniosły efektów. Używał on po protu drugiego imienia a oficjalnie był Stanisławem Andrzejem. Na grobie była też druga tablica dotycząca Stefani i Antoniego Aniśkowicz.
I tak po nitce do kłębka powolutku zlokalizowałam Andrzeja (Stanisława) , Stefania była jego siostra, a oni dziećmi Dominika i tak skoligaciłam się z kolejnym kolegą z forum. A dzięki informacjom od pana Rafała wiem już więcej o rodzinie Gołofit, a chciałbym wiedzieć jak najwięcej bo Bułcia i Andrzej zmarli bezpotomnie więc jeśli nie ja zadbam o ich pamięć i pamięć o ich przodkach to kto? Szkoda że Bułcia nie zrozumiała tej mojej intencji. Mam nadzieję, że teraz z zaświatów widzi moją prace z innej perspektywy i podrzuci czasem podpowiedź gdzie szukać... właściwie chyba już to robi :-)
Pogrzeb zawsze jest powodem do zjechania się rodziny dalszej i bliższej. Do wspominek i opowieści i tu podobnie ale jakoś nie było warunków do wyciągania rodzinnych historii a szkoda. Za to na cmentarzu kilka spraw mi się wyjaśniło. Okazało się że nic dziwnego, że moje poszukiwania Andrzeja Gołofita, czyli zmarłego w 1989 roku męża Bułci , nie przyniosły efektów. Używał on po protu drugiego imienia a oficjalnie był Stanisławem Andrzejem. Na grobie była też druga tablica dotycząca Stefani i Antoniego Aniśkowicz.
I tak po nitce do kłębka powolutku zlokalizowałam Andrzeja (Stanisława) , Stefania była jego siostra, a oni dziećmi Dominika i tak skoligaciłam się z kolejnym kolegą z forum. A dzięki informacjom od pana Rafała wiem już więcej o rodzinie Gołofit, a chciałbym wiedzieć jak najwięcej bo Bułcia i Andrzej zmarli bezpotomnie więc jeśli nie ja zadbam o ich pamięć i pamięć o ich przodkach to kto? Szkoda że Bułcia nie zrozumiała tej mojej intencji. Mam nadzieję, że teraz z zaświatów widzi moją prace z innej perspektywy i podrzuci czasem podpowiedź gdzie szukać... właściwie chyba już to robi :-)
środa, 8 czerwca 2016
Gen na twarzy
Pewnego dnia w sprawach służbowych jechałam do Rawy Mazowieckiej. Gdzieś na wysokości Woli Chojnatej na przystanku autobusowym filigranowa staruszeczka łapała okazję. Zatrzymałam się. Jedziemy jakiś czas rozmawiamy gdy starsza Pani zaczyna mi się wnikliwie przyglądać i w końcu pyta czy nie jestem skądś blisko bo buzia znajoma.... odpowiadam z godnie z prawdą że nie bo mieszkam z jej perspektywy za Grójcem ale rodzina mojego ojca pochodzi ze Starej Wsi pod Białą Rawską. Rodzina Szczurów i Dąbrowskich.... na nazwisko Szczur staruszka się rozpromienia i zaczyna tłumaczyć, że tu jej sąsiadka po prawej to jej Matka to Szczurówna z domu z tych ze Starej Wsi a na przeciwko to jej siostra.... i tak oto moje geny ujawniły się niespodziewanie podobieństwem do zupełnie mi nie znanych dalekich kuzynek, które są sąsiadkami tej drobnej staruszki.
Staruszeczkę podwiozłam do Rawskiego szpitala, kategorycznie odmówiłam przyjęcia 10 zł zwiniętych w rulonik, trzymanych w dłoni pokrytej pergaminową skóra...przecież i tak tu jechałam. Starowinka miała łzy w oczach dziękowała jakbym jej życie uratowała.... Mam nadzieję, że zabieg na który jechała się powiódł mimo jej obaw i że może jeszcze kiedyś się spotkamy.
Staruszeczkę podwiozłam do Rawskiego szpitala, kategorycznie odmówiłam przyjęcia 10 zł zwiniętych w rulonik, trzymanych w dłoni pokrytej pergaminową skóra...przecież i tak tu jechałam. Starowinka miała łzy w oczach dziękowała jakbym jej życie uratowała.... Mam nadzieję, że zabieg na który jechała się powiódł mimo jej obaw i że może jeszcze kiedyś się spotkamy.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






