środa, 30 stycznia 2019

Wasserbergowie vel Wojewscy

Studiując  rodzinne powiązania w rodzinie mojej praprababki Marii Ciepielowskiej z Dattelbaumów  ustaliłam, że miała dwóch braci i dwie siostry. O braciach nie wiem nic poza datami i imionami:  Wolff i Markus, umieszczonymi na stronie Dana Hirschberga (Dattelbaum Family). 
O siostrach; Rywce i Ludwice jest więcej. Są ich małżeństwa i dzieci.  Udało mi się ustalić co nie co o nich . W przypadku Rywki po mężu Kornblum  ślad po rodzinie urywa sie w Krakowskim Getcie. Mam karty ze spisu ludności pochodzenia żydowskiego ze zdjęciami i przykre poczucie, że o ile nie uciekli pod zmienionymi danymi,  to  są wśród milionów zamordowanych...  
Z  drugą z sióstr Ludwiką było podobnie jak z Rywką. Na wspomnianej stronie  dane jej męża, dzieci.  Ale nic więcej. Wasserbergowie znikają. Okazało się to  prostsze niż myślałam. Około 1900 roku zmieni całą rodziną wyznanie i nazwisko. Stali się Wojewskimi. (Adnotacje o zmianie wyznania i nazwiska przy aktach urodzeń). Mimo ustalenia tego faktu  znów znikają... sądziłam, że może wyemigrowali... Siostra mojej Babci Barbara wspominała coś o francuskich kuzynach, myślałam, że to o nich.  Jednocześnie wypytywałam najmłodszą siostrę babci - Olusię- czy może kojarzy jakieś kuzynostwo z Krakowa. Do niedawna nic nie  wydostała z pamięci, ale regularnie maglowana  o wspomnienia przeze mnie i mojego  kuzyna, uruchomiła pokłady pamięci niesamowitej... i w czasie rozmowy  wspomniała... " a wiesz pytałaś sie kiedyś o kuzynki z Krakowa, były takie  w czasie okupacji Giga (moja babcia) i Monika pojechały do nich...  Eleonora Wojewska po mężu Wierzuchowska , i Aniela Wojewska po mężu Dültz. Miała córkę Marię a jej mąż był  dyrektorem tramwajów w Krakowie czy coś takiego."  
Po tych wiadomościach radośnie rzuciłam sie w poszukiwanie w sieci ale bez efektów... do czasu. Na forum grupy facebookowej genealodzy.pl pojawił się post o nowej wyszukiwarce krakowskich cmentarzy. Lokalizator Grobów w porównaniu ze starą wyszukiwarką świetnie działa.  Wpisałam jedno nazwisko: Wasserberger i wyskoczył jeden wynik a tam w opcji "pochowani w tym grobie" pojawiła sie lista 13 osób... i wszyscy sie znaleźli. Cała rodzina Wojewskich.  Pojawiły sie też  nowe  nazwiska. Znów szukanie w sieci... ale bez specjalnych efektów. W końcu uznałam ze po kolei będę  wpisywać nazwiska  i... Stanisław Wojewski był tym, który pojawił sie na stronie genealogicznej "Drzewo rodziny Konopackich i Pytlewskich". Przestudiowałam wszystkie powiązania. Wyjaśniło sie kim są osoby z tego grobu o nieznanych nazwiskach .  Stwierdziłam ze trzeba skontaktować się z twórcami strony i uzupełnić informacje o rodzinie Wojewskich, których tu nie ma,a  ja mam, a może mają coś więcej a tu tylko zarys... Jakież było moje zdziwienie kiedy autorem strony okazała sie znana mi osobiście Kornelia Major z Świętogenu. I tak rodzina Dattelbaumów przyniosła mi kolejne koligacje z osobami, które znam. Ciekawa jestem ile jeszcze przyniosą mi niespodzianek. 

A i zapomniałabym... napisałam do Zarządu Cmentarza Rakowickiego z prośba o podanie  nr aktu zgonu i miejsc ich wystawienia. Dostałam bardzo wyczerpującą odpowiedź łącznie z tym  kiedy i skąd  kogo ekshumowano i pochowano w tym grobie. Wszystkie dane  które pomogą mi dalej ustalać fakty... 

wtorek, 29 stycznia 2019

Ciepielowscy kolejna odsłona czyli czasem dobrze mieć sklerozę

Rodzina Ciepielowskich spędza mi sen z powiek od samego początku. Robią wszystko żeby było mi trudno. Przemieszczają się po całym Podkarpaciu, są ekonomami, urzędnikami. Nosi ich... a ja biedna usiłuje śledzić ich poczynania prawie 200 lat po fakcie.

Zaraz po rozpoczęciu swojej genealogicznej  przygodny trafiłam na wzmianki Joli Lipińskiej o "jej" Ciepielowskim Emilu. Wydawało się nam, że to może być ten sam ale były rozbieżności w datach i ogólnie za mało danych żeby to potwierdzić... ale kontakty utrzymywałyśmy. Marta Czerwieniec dostarczała nam co i rusz jakieś metryki na to nazwisko trafione przypadkiem w czasie swoich służbowych poszukiwań... ale ciągle błądziłyśmy po omacku. Dla Joli to była boczna linia więc nie miał wielkiego parcia na tropienie  tej rodziny ale ja uparcie drażę...
Pan Mieczysław Maziarski też podsyła mi informacje o tej rodzinie gdy w czasie swojej godnej podziwu pracy nad indeksami metryk podkarpacka trafi na moich szwendaczy. We wrześniu dostałam od pana Mieczysława skan metryki ślubu Rozalii Ciepielowskiej córki Dyzmy. Nie mogłam odczytać nazwy miejscowości jej urodzenia i wrzuciłam na facebookową grupę z prośbą o podpowiedź.  Szybko ktoś odpisał.  Ale chyba następnego dnia pojawił się post Laury Facchini odnośnie Ciepielowskich że ona też szuka potomków Dyzmy Ciepielowskiego. Przeszłyśmy szybko na wymianę mailową informacji. Laura podała mi dane dotyczące rodziny Michała Ciepielowskiego czyli brata mojego prapradziadka Ludwika.  Miał on synów Emila, Kazimierza, Jana (imienia nie jesteśmy pewne) i córki Michalinę , Marię i Józefę.
Tak pojawił się Emil... i zdjęcie Emila z braćmi... Eureka!!!! nie potrzebowałam już żadnych danych . Byłam pewna. To ten sam Emil  co Joli... Jola była sceptyczna ale podesłałam jej to zdjęcie... tych brwi nie da sie podrobić !!!.  Wyjaśniłyśmy kolejna rodzinna zagadkę. Oficjalnie skoligaciłam się z Jolą, poznałam Laurę... ale gdzie tu skleroza.

A no w 2017 roku na forgenie pan Mieczysław przesłał mi wiadomość, że znalazł akt ślubu Rozalii Ciepielowskiej. Tam  wszystko napisał: skąd panna młoda itd. i przesłał mi skan, który oczywiście  zapisałam w odpowiednim folderze, a dane  umieściłam w karcie rodziny w wersji papierowej i nawet i w elektronicznej i ... zapomniałam... pan Mieczysław też. Gdyby nie przesłał by mi tego jeszcze raz ale bez  szczegółowego tłumaczenia, to  to bym nie wrzuciła tego posta, Laura by na niego nie trafiła i dalej byśmy się kręciły w kółko z Jolą...



 zdjęcie od Laury. Pierwszy z lewej Emil Ciepielowski

 



 zdjęcie od Joli, pierwszy z lewej Emil Ciepielowski








sobota, 8 września 2018

LUTCZA- 8 września 2018 r

8 września 2018 roku bladym świtem, a nawet przed świtem, wyjechałam z domu do Lutczy w Podkarpackim ... pędziłam na konferencje poświęconą pamięci  Stanisława Szurleja. Zapomnianego wspaniałego  adwokata.




Wpadłam na salę, dałam znać, że dotarłam  - znak rozpoznawczy -warkocze. Poproszono mnie o kilka słów o mecenasie Szurleju. Poproszone mnie, prawnuczkę żony Stanisława Szurleja - Jadwigi Szurlej z domu Ciepielowskiej.

 Jadwiga Szurlej z domu Ciepielowska (ze zbiorów rodziny Boho)

O Szurleju dowiedziałam się w momencie  kiedy razem z moją Babcią Gigą (Jadwigą z Wielczkiewiczów) rozrysowywałam pierwsze drzewo genealogiczne. To wtedy Babcia z wielką dumą zaczęła opowiadać o adwokacie, który właściwie nie schodził z pierwszych stron  przedwojennych gazet. Była to dla mnie postać trochę mityczna. Informacjami o nim  były skromne noty biograficzne, bo niewiele więcej udawało sie znaleźć w dostępnych dla mnie źródłach, ale dla mnie genealoga amatora było to wystarczające.Trochę zdjęć rodzinnych , trochę  anegdot - do czasu gdy przypadkiem na stronach jednego z portali genealogicznych (MyHeritage) znalazłam Petera Szurleya. Dzięki kilku listom mailowym, które udało sie nam wymienić rozszerzyłam swoja wiedzę. Od Petera otrzymałam  kilka dokumentów i zdjęć. I tak na prawdę moja ciekawość na temat mecenasa Szurleja i jego rodziny na tyle została zaspokojona że  Szurlej dołączył do galerii przodków na ścianie a ja na codzień nie wiele o nim rozmyślałam. Tak było do czasu pewnego telefonu od młodego człowieka, który zaczął wypytywać mnie o szczegóły z życia Stanisława Szurleja jednocześnie zasypując mnie  mnóstwem wiedzy, źródeł i dokumentów jego dotyczących. Pan Przemek Pluta, bo o nim mowa, był bardzo dociekliwy w swoich telefonach. Czasem zawstydzał mnie wiedza o faktach dotyczących mojej rodziny, o których ja, nie miałam pojęcia. Zawstydzana tak sięgnęłam do swoich notatek, ponownie je przestudiowałam ale  uznałam ze trzeba  skorzystać z najwspanialszego  źródła a mianowicie z pamięci nestorki rodu, czyli 90 letniej najmłodszej z sióstr mojej Babci, która miała to szczęście, że była częstym gościem w domu Szurlejów w Słupi. W Słupi  gdzie  spędzała wakacje z siostrami żeby zapewne odciążyć mamę ciężko chorująca na serce. Relacja Aleksandry Burian to relacja dziecka bo z tej perspektywy wszystko zapamiętała ale pierwsze zdanie  jakie powiedziała zapytania o Stanisława Szurleja to : "Był bardzo przystojny, miał taka senatorska urodę!."

Stanisław Szurlej (ze zbiorów rodziny Boho)


Zwracała uwagę, że był bardzo powściągliwy ale jednocześnie bardzo serdeczny. Traktował je jak równe sobie. Nie jak małe dziewczynki- dzieci- tylko  jak małych dorosłych. Z anielską cierpliwością odpowiadał na zadawane  mu pytania natury filozoficzno-metafizycznej takie jak np : -Wujku a co będzie jak na ziemi będzie tylu ludzi, że nie będą się mieścić? Co wtedy zrobią? -Na co  odpowiedział bez chwili wahania.
-Jak to co ? Będą budować nad ziemią.
Szurlej został zapamiętany przez siostrę mojej babci jako osoba dbająca o drobne codzienne rytuały i przyjemności. Każdy obiad musiał zakończyć się cygarem. Koniecznie hawańskim. I nie było od tego wyjątków. Szurlejowie byli zamożni. Stać ich wobec tego było na służbę.  W pamięci dziecka  najbardziej zapisała sie kucharka Zosia zapewne dzięki smakołykom serwowanym  potajemnie poza wiadomością ciotki Jadwigi ale pamięć dziecka wnikliwego zapamiętała również, że kucharka Zosia była dobrze opłacana. Miesięczna  pensja w wysokości 50 zł to na ówczesne czasy była spora kwota.  Poza kucharka Szurlejowie mieli pokojówkę , lokaja i mercedesa wraz z szoferem.
Sukcesy i znaczny wzrost statusu społecznego nigdy nie spowodował że Szurlej wyparł się tego skąd jest. Na jednej z uroczystości prawdopodobnie nadania tytułu doktora w czasie przemowy dziękuje swojej Matce.Prostej kobiecie, która siedzi w pierwszym rzędzie w chuście na głowie, otoczona  elegancko ubranymi ludźmi. Stanisław schodzi z podwyższenia i podchodzi  by ucałować jej ręce.

Państwo Szurlejowie wraz ze zmiana ustroju zniknęli z historii i podręczników, ale przykre jest też to, że cenzura zadbała by zniknęli też z prozy dotyczącej innych wydarzeń i innych osób. Mianowicie w pierwszym wydaniu książki autorstwa Ewy Curie dotyczącej jej matki Marii Curie-Skłodowskiej w  miejscu opisu jej przyjazdu do Polski z gramem radu wspomniana jest, że nazwano ją Pierwsza Dama Rzeczpospolitej a zdanie to padło w mowie powitalnej  wygłoszonej przez Stanisława Szurleja o czym informował przypis. W kolejnych wydaniach  tego przypisu już nie ma. Szurlej zniknął nawet z przypisów.

Niezwykle ciesze się z tego, że pamięć o Stanisławie Szurleju jest kultywowana w tak licznym gronie i nie zaniknie i będzie rozszerzana i dalej kultywowana.  Prywatnie  cieszę się bardzo że dzieki tej konferencji  miałam okazję poznać wnuki Stanisława Szurleja. W połowie między podgrójecką wsią a Kalifornią  jak się okazuje jest Lutcza.

Lutcza foto Magdalena Dąbrowska




Do spotkania tego by nie doszło gdyby nie dociekliwość Przemka Pluty i jego zaangażowanie.
Eve Coquillard, Przemek Pluta, Peter Szurley. Lutcza 2018 . Foto Magdalena Dąbrowska


Gdyby nie lokalne gruby historyków, społeczników dla których krzewienie wiedzy o lokalnych bohaterach jest takie ważne. Nie byłoby tez tego spotkania gdyby nie zyczliwość mieszkanóćw którzy  tak ochoczo w niej uczestniczyli i przekazywali nam (mi Peterowi i Evie) wiadomości o kolejnych członkach rodziny, o pamiątkach , o miejscach.
Przewieziono nas po okolicy wskazując miejsca związane z rodzina Szurlejów. Mistyczna wizyta w kościele gdzie można było dotknąć historii a nawet ją poczuć.

kościół w Lutczy

przy chrzcielnicy z kuzynami

ołtarz

 Dla Wnuków mecenasa niezwykle  wzruszające było odwiedzenie grobu ich pradziadków.


w drodze na cmentarz

groby rodziny Szurlej na najstarszym cmentarzu w Lutczy


grób rodziców Stanisława Szurleja

 A dla mnie chyba dotknięcie fajki i pióra należących do Stanisław Szurleja przechowywanych z pietyzmem  w Lutczy.



Podjęto nas uczestników konferencji po królewsku serwując  pyszne jedzenie. Okazano  ciepło i życzliwość.  To było niezwykłe doświadczenie. Czułam sie jak jakaś celebrytka. ja prosta dziewczyna ze wsi, z warkoczami, z którą co chwila ktoś chciał robić sobie zdjęcie.

Mam nadzieję, ze to nie była moja ostatnia wizyta w Lutczy. Na pewno nie... już mnie tam ciągnie....



Podziękowania dla organizatorów:

Szkoła im. Świętej Rodziny w Lutczy
Towarzystwo Miłośników Ziemi Niebyleckiej
Towarzystwo Przyjaciół Muzeum Wincentego Witosa
Gmina Niebylec
Powiat Strzyżowski

oraz specjalne dla
Przemysława Pluty i Antoniego Chuchli - bardzo Panom dziękuję za ta przyjemność poznania Panów i Lutczy.

Oraz dla obu pań Boho za przechowywanie pamiątek , serdeczność i chęć pamiętania nie tylko o swoich zasłużonych dla społeczności przodkach

fotorelacja 
artykuł na stronach Gminy Niebylec

relacja lokalnej telewizji internetowej iTV Południe

tagi
#Lutcza, #Szurlej #Konferencja, #prawnik, #złotousty, #Pluta #Witos, #Boho

piątek, 5 stycznia 2018

Po co piszemy blogi?

Po co piszemy blogi o naszych rodzinnych poszukiwaniach? Jest pewnie wiele powodów, tyle ilu genealogów blogerów ale chyba  łączy nas jeden wspólny.... żeby to co znaleźliśmy nie przepadło i żeby dać sie odszukać członkom rodziny którzy też szukają swoich korzeni.

Już udało mi się nawiązać kontakt z kilkoma osobami z bliższej lub dalszej rodziny właśnie dzięki mojemu pisaniu... ale ostatnio  trafiła sie kumulacja .  Odezwała się przez komentarz do postu  prawdopodobna kuzynka z rodziny de Laurans (nazwisko już zobowiązuje), oraz człowiek piszący pracę o zasłużonym adwokacie Stanisławie Szurleju, który  wżenił sie w rodzinę w 1908 r poślubiając Jadwigę z Ciepielowskich.  Zasypał mnie masą źródeł dokumentów i ... zdjęć.  Bardzo to miłe, bardzo owocne i sprawia że znów sie chce!!! Po miesiącach zastoju znów coś nowego się pojawia na horyzoncie... ech tylko szukać.   Życzę wszystkim nowych rodzinnych odkryć , zwłaszcza wśród żywych :-) w tym nowym, 2018, roku



#blog, #kuzyni #poszukiwania

niedziela, 17 września 2017

IV Konferencja w Brzegu - wrzesień 2017

W piękny wrześniowy weekend spotkaliśmy sie po raz czwarty na Zamku w Brzegu...
Dla mnie szczególny był to raz bo w niedziele miałam sama wygłosić referat. Trema zżerała mnie strasznie. Planowałam przyjazd w piątek ale ... obowiązki, praca i.... prezentacja w proszku więc  postanowiłam ruszyć rano w sobotę. Droga minęła szybko. Cały czas przemyśliwałam co jeszcze dodać o czym powiedzieć i ... jakie zdjęcie by sie przydało. Po drodze minęłam cmentarz wśród pól... uznałam że czas na rozprostowanie nóg i uzupełnienie fotek...  i dalej w drogę. Wjechałam do Brzegu i uśmiech sam się pojawił na twarzy na widok wielkiego napisu "NARESZCIE BRZEG". Przejechałam miasto kierując sie do kwatery żeby zrzucić rzeczy w pensjonacie i... mijałam cmentarz ze starymi nagrobkami obrośniętymi bluszczem...  dokładnie takich brakuje mi do prezentacji!!!.  Na miejscu okazało sie że właściciel pensjonatu akurat pojechał na zakupy i będzie za pół godziny... Szkoda było mi czasu bo to prawie dziesiąta już była. Więc ruszyłam na Zamek po drodze zatrzymując się na mijanym cmentarzu - o jakie bogactwo  brakujących "modeli" do prezentacji. Kilka minut i miałam wszystko... i pędem na Zamek.  Tylko że na Zamek stawili sie wszyscy autami chyba bo nie było gdzie zaparkować. Po zrobieniu dwóch rund honorowych po okolicy zwolniło się miejsce blisko Zamku. Hyc i zgrabnie ustawiłam auto  i gnam... I po raz trzeci (na drugiej Konferencji niestety mnie nie było) oszołomił mnie portyk nad wejściem. Powalił  detalami, misternością... lecę po schodach na gorę i słyszę już ten znajomy szmer rozmów, słyszę pogłos mikrofonu... czuje się na miejscu. Bardzo na miejscu... Do Gabrysi po identyfikator, karteczki na obiady i pakiet konferencyjny. A tu jak w ulu tłum, kolejka... i coraz to nowe znajome twarze. Herbatka i woda i wchodzę na salę... po drodze jakieś rozmowy.
 I tak do wieczora... rozmowy, wykłady, herbatki, krużganki, zakupy. Odnajduje Marysię i Ewę z "Grupy Warszawskiej" tym razem skromnie reprezentowanej.  I znów wir krużgankowych rozmów. Ucinam dłuższą rozmowę z Igorem i tym razem kupuję jego książkę  "UTRACONY ŚWIAT". 
Kolejne wykłady, kolejne rozmowy. Zdjęcia grupowe i inne atrakcje... galeria zdjęć wykonanych przez Mietka Łaptaszyńskiego
foto by M. Łaptaszyński
A po  relaksie poobiednim  kolejna porcja wiedzy ciekawej ... tym razem ulokowałam sie na tyłach sali  blisko kontaktu i dłubałam swoja prezentację słuchając , słuchając i ... niepostrzeżenie minął czas wykładów...nadszedł wieczór i po lekkim odświeżeniu, zaopatrzeniu udałam sie do sali  spotkań integrujących w schronisku na ul Wyszyńskiego.  Ciekawe rozmowy i dyskusje. Atmosfera radosna. Ale zmęczenie dość szybko dało o sobie znać. Więc wróciłam do swojego pensjonatu, sprawdziłam  prezentację i spać...

Rano kolejny dzień wykładowy a w nim i mój poprzedzony  wykładem o wiejskich siedliskach- bardzo ciekawy.  Przełamałam strach i tremę przed tak dużym audytorium i ... poszło. Zdjęć miałam bez liku i jak pojawiały sie karteczki o kończącym się czasie nawet do połowy nie dojechałam... no cóż   za wolno klikałam :-)

Po mnie był jeszcze jeden wykład i koniec. Zakończenie.  Uściski , pożegnania i część udał się na obiad do Ratuszowej gdzie jeszcze w oczekiwaniu na obiad i w jego trakcie  rozmawialiśmy  o kapliczkach i nie tylko.

i powrót do domu....  niestety.

W domu okazało sie że moi panowie oglądali transmisje mojego wystąpienia. Bardzo to było miłe.


I zapomniałabym... relację z konferencji  napisała Małgorzata Żywicka. "Czwarty Brzeg" wydało  WTG"Gniazdo" poza fantastyczną relacja są zdjęcia uczestników.



sobota, 18 marca 2017

Urodziny Genpolu

Kolejne urodzinowe spotkanie GENPOLU za nami. 

 


Miałam malutki wkład w jego wygląd, bo zostałam poproszona w ostatniej chwili o powiedzenie paru słów  w ramach zastępstwa. Nie miałam zbyt wiele czasu na przygotowani i mam przemożne wrażenie chaosu ale wszyscy twierdzą, że było OK. Niech Wam będzie. 

Ale nie moje kilka słów o genealogi z perspektywy architekta krajobrazu było tu najważniejsze. Najmilsze było spotkanie się w sympatycznym gronie i gadanie... co prawda nasz "Tramwaj" zamknął podwoje i musieliśmy zmienić lokal ale "Hektor" miał jedna zaletę- nikt w nim nie palił. 

Pogaduchy jak zwykle sprawiły że niepostrzeżenie zrobiła się 19- ta i czas było sie zbierać z żalem... do następnego spotkania.  Obiecuje sobie zawsze, że wybiorę sie na warszawskie spotkania ...ale w tygodniu po całym dniu jeżdżenia naprawdę nie nadaję się do spotkań towarzyskich a jedynie do bliższych kontaktów z poduszką.

Poniżej kilka zdjęć zrobionych przez Mieczysława  Łaptaszyńskiego - bardzo dziękuję - cała galeria dostępna na stronie Iwonki i Mietka -Galeria zdjęć








czwartek, 17 listopada 2016

Suchoń vel Suchan

Poszukiwania rodziny od strony prababki ojczystej poprowadziły mnie do parafii Kodrąb, gdzie mieszkała rodzina Suchoniów vel. Suchanów. Metryka z za metryka rodzina rozrastała się. Razem z nią pojawił się kuzyn też tworzący drzewo. I pewnie poza odkurzeniem z niepamięci imion i nazwisk rodzinnych nic więcej by nie wynikło gdyby nie  niedawny mail od szanownego Kuzyna z pytaniem czy wiem coś o rodzinnym grobie Suchanów w Kodrębie. Nie wiedziałam nic bo jeszcze na tamtejszym cmentarzu nie byłam a i nie spodziewałam się, że po chłopskiej rodzinie zachował się jakikolwiek pozametryklany ślad.
Rzeczony rodzinny grób wyobraziłam sobie raczej jako rozpadający się zaniedbany skromny grób... jakież było moje zdziwienie kiedy otrzymałam zdjęcie eleganckiego nowego nagrobka z czarnego kamienia z trzema pokoleniami Suchanów, kiepska jakość zdjęcia utrudniała odczytanie dat ale widać że... ostatni pochówek był w tym grobowcu w 1939 roku...

Jestem pełna wdzięczności i szacunku dla tych żyjących  których z imienia i nazwiska nie znam, że zachowali pamięć i mieli na tyle szacunku dla przodków by poświęcić swoje pieniądze by zadbać o ich miejsce ostatecznego spoczynku. Przy najbliższej okazji muszę  się tam wybrać... Życzę Wam drodzy genealodzy takich odkryć... bo genealogia pozwala znaleźć umarłych ale i po drodze przynosi wielu żywych do naszego życia....czasem tak samo "chorych" na przeszłość.