Dawno nie pisałam bo i jakoś w temacie genealogia nie miałam wielkich nowych odkryć. W życiu codziennym też jakoś mniej czasu na grzebanie w metrykach bo to rok pełen nowych ludzi- żywych- i spotkań z nimi.
Ale tak jakoś co jakiś czas pytam profesora Googla albo Magistra Allegro czy czegoś nie mają nowego na temat moich przodków. I udało się trafić coś interesującego. Pojawiła się publikacja "Krakowskie Rody" na allegro poza spisem nazwisk znalazło się kilka fotek zawartości. Akurat odnośnie interesującej mnie rodziny. Jednak stwierdziłam , że taką pozycje warto mieć w domu i zakupiłam. W piątek książka tkwiła wetknięta w bramę. Weekend więc miałam czas przestudiować zawartość.
Otuż szukane nazwisko Dattelbaum pojawiło się w odniesieniu do Salomei żony Marcina Feintucha vel Szarskiego. Po sprawdzeniu okazało się, że Salomea była siostrą mojego 3xpra dziadka Filipa Pinkusa Dattelbauma. Poza wiadomościami o rodzinie w książce znalazły się kopie obrazów - portretów rodzinnych.
Wnikliwiej zajęłam się tematem. Skoro jest portret Marcina to i powinien być jego żony. No i jest. Obrazy znajdują się w kolekcji Muzeum Historycznym Miasta Krakowa. Niestety udało mi się znaleźć w sieci tylko czarno - białe kopie.
Salomea wydała mi się niezwykle podobna do sióstr Wilczkiewicz (Moja Babcia i jej siostry). Najbardziej do najmłodszej z nich.
Ale to nie koniec rewelacji jednego dnia. Podzieliłam się moim znaleziskiem na facebookowej stronie Genealodzy.pl i okazał się, że właśnie przez Feintuchów vel Szarskich skoligacona jestem z trzema osobami z grupy. Jako, że wcześniej moi de Lauransowie splątali się z de Lauransami kolegi to już cztery osoby, jak dodać koligacje Justyny i Mariusza, Beaty i Tomka to robi się nas więcej. A że prędzej czy później każdy z nas genealogów znajduje w rodzinie dalszej czy bliższej innego genealoga po kilku latach nasze konferencje i spotkania będą nie tyle zjazdami ludzi o tym samym hobby a po prostu zjazdami rodzinnymi.
Ponad cztery lata temu zaraziłam się chorobą "genealogia" i teraz myśli moje kręcą się tylko wokół tego kiedy i co uda mi się znaleźć.
niedziela, 11 października 2015
piątek, 17 kwietnia 2015
Gos, Goss czy Gass? Czyli chyba mam ubytek przodków...
Jak dotąd czy w mojej czy w rodzinie męża rodziny wędrowały. Jak usiedzieli gdzieś dwa trzy pokolenia to góra a to nie są warunki na powstanie tzw ubytku przodków, który pojawia się gdy małżonkowie okazują się ze sobą spokrewnieni. I Wreszcie za sprawą przodków mężowskiej prababki Heleny Goss- trafiłam do słomczyńskiej parafii i tu sobie spokojnie siedzą Gosowie którzy okazują się dość szybko Gassami. Siedzą na miejscu a jeśli już się ruszają to najdalej do sąsiedniej parafii. I tu mam wreszcie pole do poszukiwań. I nazwiska mi się przeplatają te same i tak miło się pracuje w zindeksowanej parafii , ze skanami.
Póki co jeszcze nie rozplątałam zawiłości koligacyjnych Lichockich, Gosów vel Gassów, Wudarczyków, Kowalczyków i Kopytków... ciągle mam nadzieję na jakiś malutki ubyteczek... tylko nie wiem czy uda mi sie go wyłapać w ramach dostępnych metryk bo na przełomie XVIII i XIX wieku Gas Kleofas przywędrował do podsłomczyńskich wsi zza Wisły z parafii Warszawice. A tu i nie ma skanów i indeksów i tylko osobiście trzeba się pofatygować. Niby daleko nie jest ale z czasem krucho...
Póki co jeszcze nie rozplątałam zawiłości koligacyjnych Lichockich, Gosów vel Gassów, Wudarczyków, Kowalczyków i Kopytków... ciągle mam nadzieję na jakiś malutki ubyteczek... tylko nie wiem czy uda mi sie go wyłapać w ramach dostępnych metryk bo na przełomie XVIII i XIX wieku Gas Kleofas przywędrował do podsłomczyńskich wsi zza Wisły z parafii Warszawice. A tu i nie ma skanów i indeksów i tylko osobiście trzeba się pofatygować. Niby daleko nie jest ale z czasem krucho...
chwila dla Dąbrowskich
Pisałam wcześniej, że udało mi się ruszyć z Dąbrowskimi czyli moja linia po mieczu... ale czasu jakoś zabrakło żeby coś więcej o moim śledztwie napisać.
Dzięki porządkowaniu drzewa z portalu mundia- szkoda, że przejętego przez ancestry rok temu, uświadomiłam sobie że nie muszę udać się do Nowego Miasta nad Pilicą aby ruszyć dalej bo mam dane rodziców mojego pradziadka Józefa Dąbrowskiego z jego aktu zgonu. Czasem tak jest, że otrzymujemy dokument a w chwili otrzymania nie ma szans na ruszenie z kopyta z poszukiwaniami bo brak danych dostępnych i jakoś nam się zakoduje poprzedni stan wiedzy i... stoimy w miejscu mimo że moglibyśmy już dawno ruszyć dalej.
Och jak miło było gdy po wpisaniu w genoszukacz nazwisk Dąbrowski i Bator (nazwisko panieńskie Matki Józefa) pojawił sie ślub rzeczonego Józefa i Tekli Radzymińskiej, którego to chciałam szukać w Nowym Mieście oraz ślub rodziców Józefa.
W Białej Rawskiej a dokładnie w okolicznych wsiach, głownie w Starej Wsi, rodzi się też dziewięcioro rodzeństwa Józefa.
Nagle znikają mi a w akcie ślubu Wawrzyńca Dąbrowskiego z Franciszką Bator jest podane miejsce urodzenia Wawrzyńca -Popiele.
Popiele pod Gryficami raczej odpadały, Popiele na Ukrainie.. tez za daleko jak na chłopów, chociaż...?
I z pomocą przyszli koledzy genealodzy z facebookowej grupy. Ktoś podrzucił folwark Popiele w parafii Lutkówka koło Mszczonowa. To zdecydowanie bardziej pasowało. Obecnie po folwarku nie ma śladu. Popiele to jedynie nazwa uliczki ale to jest to miejsce z którego Dąbrowscy przewędrowali do Białej Rawskiej.
Paweł Dąbrowski był w Popielach sołtysem.. ubawiła mnie ta wypatrzona w którymś akcie wzmianka... widocznie historia lubi się powtarzać bo mój Ojciec przez dwie kadencje był na tym dumnym stanowisku, a jego brat chyba nawet dłużej. Czyli kontynuowali tradycję rodzinną - no cóż, że po pięcio pokoleniowej przerwie.
Dzięki porządkowaniu drzewa z portalu mundia- szkoda, że przejętego przez ancestry rok temu, uświadomiłam sobie że nie muszę udać się do Nowego Miasta nad Pilicą aby ruszyć dalej bo mam dane rodziców mojego pradziadka Józefa Dąbrowskiego z jego aktu zgonu. Czasem tak jest, że otrzymujemy dokument a w chwili otrzymania nie ma szans na ruszenie z kopyta z poszukiwaniami bo brak danych dostępnych i jakoś nam się zakoduje poprzedni stan wiedzy i... stoimy w miejscu mimo że moglibyśmy już dawno ruszyć dalej.
Och jak miło było gdy po wpisaniu w genoszukacz nazwisk Dąbrowski i Bator (nazwisko panieńskie Matki Józefa) pojawił sie ślub rzeczonego Józefa i Tekli Radzymińskiej, którego to chciałam szukać w Nowym Mieście oraz ślub rodziców Józefa.
W Białej Rawskiej a dokładnie w okolicznych wsiach, głownie w Starej Wsi, rodzi się też dziewięcioro rodzeństwa Józefa.
Nagle znikają mi a w akcie ślubu Wawrzyńca Dąbrowskiego z Franciszką Bator jest podane miejsce urodzenia Wawrzyńca -Popiele.
Popiele pod Gryficami raczej odpadały, Popiele na Ukrainie.. tez za daleko jak na chłopów, chociaż...?
I z pomocą przyszli koledzy genealodzy z facebookowej grupy. Ktoś podrzucił folwark Popiele w parafii Lutkówka koło Mszczonowa. To zdecydowanie bardziej pasowało. Obecnie po folwarku nie ma śladu. Popiele to jedynie nazwa uliczki ale to jest to miejsce z którego Dąbrowscy przewędrowali do Białej Rawskiej.
Paweł Dąbrowski był w Popielach sołtysem.. ubawiła mnie ta wypatrzona w którymś akcie wzmianka... widocznie historia lubi się powtarzać bo mój Ojciec przez dwie kadencje był na tym dumnym stanowisku, a jego brat chyba nawet dłużej. Czyli kontynuowali tradycję rodzinną - no cóż, że po pięcio pokoleniowej przerwie.
wtorek, 7 kwietnia 2015
Jolanta de Laurans
Dzięki uprzejmości kacelarii parafi Św. Teresy na Włochach uzyskałm informację o Joli.
Urodziła się 05.01.1944 zmarła 12.09.1944 (akt 51/1944 św Barbara)
była córką Stefana de Laurans i Janiny z domu Mądral.
Teraz tylko połaczyć Stefana z resztą rodziny :-)
Urodziła się 05.01.1944 zmarła 12.09.1944 (akt 51/1944 św Barbara)
była córką Stefana de Laurans i Janiny z domu Mądral.
Teraz tylko połaczyć Stefana z resztą rodziny :-)
wtorek, 31 marca 2015
Jolanta de Laurans- kim była?
Co jakiś czas wrzucam w różne wyszukiwarki nazwiska rodzinne z nadzieją że trafię coś nowego. I Ostatnio w wyszukiwarce GROBONET wpisałam nazwisko Laurans. Wyrzuciło wynik z cmentarza na Włochach. Jolanta de Laurans zm tragicznie 12.09.1944 roku w powstaniu... malutki grób jakby dziecięcy.
Niestety w USC na Smyczkowej nie ma takiego aktu, wysłałam pytanie do parafii zarządzającej cmentarzem , póki co bez odpowiedzi.
Ciekawa jestem czyim dzieckiem była, i czy zmarła jako dziecko czy jako osoba dorosła. Nie wiem czy uda mi się to kiedykolwiek ustalić.
Niestety w USC na Smyczkowej nie ma takiego aktu, wysłałam pytanie do parafii zarządzającej cmentarzem , póki co bez odpowiedzi.
Ciekawa jestem czyim dzieckiem była, i czy zmarła jako dziecko czy jako osoba dorosła. Nie wiem czy uda mi się to kiedykolwiek ustalić.
![]() |
zdjęcie z GROBONET.com |
czwartek, 26 marca 2015
Warszawski Krzyż Powstańczy
Na marcowym spotkaniu GENPOLU dowiedziałam się, że informacje dotyczące odznaczeń nadawanych po 1945 roku można uzyskać w Kancelarii Prezydenta RP.
Znalazłam kiedyś wzmiankę w jakiejś gazecie że Witold de Laurans ps. TYGRYS został odznaczony w 1982 roku Warszawskim Krzyżem Powstańczym. Nie dotarłam do żadnego dokumentu który by to potwierdzał, więc napisałam maila z zapytaniem do Kancelarii. Chciałam tez wiedzieć czy można odebrać jeśli nie został odebrany lub otrzymać duplikat.
Napisałam w piątek a w poniedziałek była odpowiedź. Że tak i owszem. Odznaczenie Witold de Laurans otrzymał. Zgodnie z prawem mogę otrzymać duplikat, za cenę wykonania czyli za jedyne 35,09 zł brutto.
Zapłaciłam od razu i wczoraj odebrałam z poczty list o zadeklarowanej wartości 36 zł. W środku był krzyż i faktura.
Mailowo poprosiłam również o wniosek lub uzasadnienie. Otrzymałam mailem wszystko co mieli łącznie z Ustawą.
Dziadek jaki był taki był. To że dla rodziny nie był wzorem męża i ojca to rodzinna tragedia i rozumiem niechęć mojej Matki do jakiejkolwiek chęci rozmowy na jego temat. Ale jedno trzeba mu oddać. Zapisał się pozytywnie w historii Polski. I Choćby tylko dlatego należy mu się pamięć i szacunek. Nie trzeba go kochać i wielbić ale nie można pozwolić o nim zapomnieć...
Przy okazji pytałam się czy takiego odznaczenia nie otrzymała Babci i jej siostra.. niestety nie. Odznaczenie nie jest już nadawane (od 1999r) szkoda - bo złożyłabym wniosek.
Znalazłam kiedyś wzmiankę w jakiejś gazecie że Witold de Laurans ps. TYGRYS został odznaczony w 1982 roku Warszawskim Krzyżem Powstańczym. Nie dotarłam do żadnego dokumentu który by to potwierdzał, więc napisałam maila z zapytaniem do Kancelarii. Chciałam tez wiedzieć czy można odebrać jeśli nie został odebrany lub otrzymać duplikat.
Napisałam w piątek a w poniedziałek była odpowiedź. Że tak i owszem. Odznaczenie Witold de Laurans otrzymał. Zgodnie z prawem mogę otrzymać duplikat, za cenę wykonania czyli za jedyne 35,09 zł brutto.
Zapłaciłam od razu i wczoraj odebrałam z poczty list o zadeklarowanej wartości 36 zł. W środku był krzyż i faktura.
Dziadek jaki był taki był. To że dla rodziny nie był wzorem męża i ojca to rodzinna tragedia i rozumiem niechęć mojej Matki do jakiejkolwiek chęci rozmowy na jego temat. Ale jedno trzeba mu oddać. Zapisał się pozytywnie w historii Polski. I Choćby tylko dlatego należy mu się pamięć i szacunek. Nie trzeba go kochać i wielbić ale nie można pozwolić o nim zapomnieć...
Przy okazji pytałam się czy takiego odznaczenia nie otrzymała Babci i jej siostra.. niestety nie. Odznaczenie nie jest już nadawane (od 1999r) szkoda - bo złożyłabym wniosek.
niedziela, 8 marca 2015
Spotkania Genealogiczne
Wczoraj odbyło się XII spotkanie Genealogów - XII Urodziny GENPOL-u. Drugi raz byłam na tej imprezie. Znów było serdecznie, ciekawie i niezwykle. Bo cóż piękniejszego może być jak móc skonfrontować nasze wyobrażenia o osobach znanych w świecie wirtualnym z rzeczywistością.
Było to moje trzecie spotkanie (zeszłoroczny Genpol i konferencja w Brzegu). Już nie byłam anonimowa. Powitały mnie serdeczne uśmiechy tych, których już znam i nieśmiałe tych, których dopiero poznałam. Jak zwykle Monikowa "Bayerkowa" szarlotka łączyła gości przy stole.
Niezwykle w tym roku napięcie dozowano w związku z przyznaniem nagrody Genealoga roku. Uhonorowani państwo Krzeptowscy niewątpliwie na ten tytuł zasłużyli bo praca dotycząca rodów Podhala jest niezwykła. Niezwykłe było widzieć zaskoczenie na twarzy Pani Marii.

Tak duża ilość osób (autor zdjęcia Mariusz Momont) sprawia, że te kilka godzin to stanowczo zbyt mało by porozmawiać ze wszystkimi z którymi by się chciało. Zbyt mało czasu by poznać tych których dotąd nie mieliśmy okazji poznać. Już nie mogę się doczekać wrześniowej konferencji w Brzegu.
Było to moje trzecie spotkanie (zeszłoroczny Genpol i konferencja w Brzegu). Już nie byłam anonimowa. Powitały mnie serdeczne uśmiechy tych, których już znam i nieśmiałe tych, których dopiero poznałam. Jak zwykle Monikowa "Bayerkowa" szarlotka łączyła gości przy stole.
Niezwykle w tym roku napięcie dozowano w związku z przyznaniem nagrody Genealoga roku. Uhonorowani państwo Krzeptowscy niewątpliwie na ten tytuł zasłużyli bo praca dotycząca rodów Podhala jest niezwykła. Niezwykłe było widzieć zaskoczenie na twarzy Pani Marii.

Tak duża ilość osób (autor zdjęcia Mariusz Momont) sprawia, że te kilka godzin to stanowczo zbyt mało by porozmawiać ze wszystkimi z którymi by się chciało. Zbyt mało czasu by poznać tych których dotąd nie mieliśmy okazji poznać. Już nie mogę się doczekać wrześniowej konferencji w Brzegu.
Subskrybuj:
Posty (Atom)